Rozpoczęcie sezonu Youngtimer Warsaw

Czas obudzić się z zimowego snu! W sobotę 11.04.2015 r. nastąpiło otwarcie sezonu Youngtimer Warsaw.

SAM_1628

Spotkanie odbyło się na parkingu przy Stadionie Narodowym. Sobota była piękna, gorąca i słoneczna, co oczywiście odbiło się na robieniu zdjęć.

Samochodów było mnóstwo, jedne stacjonowały przez kilka godzin, inne przyjeżdżały i zaraz odjeżdżały. Z tego, co wiem był to rekord popularności spotkań Youngtimerów.

SAM_3664

Dla każdego coś dobrego – samochody były przeróżne. Saaby, Ople, Fiaty, Zastavy, kolorowe Renault Twingo… Po prostu wszystko.

Niesamowity upał oraz niewygodny bagaż poganiał mnie w działaniach – zdjęć nie ma zbyt wiele. Link do nich znajdziecie na końcu wpisu.

Na wielu z nich zobaczycie Daisy Dot – fotomodelkę i fankę stylu retro. Zajrzyjcie na jej bloga i fanpage na
Facebooku! Naprawdę warto. Facebook: https://www.facebook.com/daisysredroselips Adres bloga: https://redroselips.wordpress.com/

SAM_3671

Na zlocie można było zjeść i wypić (tylko kawę).  Kawę serwował wspomniany kiedyś przeze mnie Citroen (H? HY?) Kaff and Race. Mięsożercom hamburgery podawał Gold Digger, natomiast ja odnalazłam wegetariańskiego hamburgera w truck’u obok. Bardzo miałam ochotę spróbować obiecanych lodów Ape od N’ice Cream, ale nie mogłam ich odnaleźć.  Minusem było to, że przy food truck’ach  stał samochód reklamujący mieszkania na Mokotowie. Megafon „krzyczał” aż bolały uszy.

W związku z tym, że na zlocie pojawiły się różne samochody, pojawili się też różni właściciele i zwiedzający. Na fejsbukowej stronie wydarzenia można znaleźć „wąty”, a mianowicie posty ludzi, którzy się wyzywają od wieśniaków. Poszło o to, że pewna grupa osób przyjechała na zlot samochodami na sprzedaż, a to nie spodobało się innym i uznali to za „giełdę Słomczyn”.

Moje zdanie? Po co się tak obrażać, wystarczy upomnieć, choć nie widzę nic złego w umieszczeniu kartki z napisem „sprzedam”.

Druga sprawa to taka, że właścicielom starych aut nie podobało się parkowanie aut nowszych. Przykładem było kolorowe Renault Twingo.

SAM_3673

Dosyć już tego złego – spotkanie było udane i nic do tego „hejterom”.

Atmosfera podobała mi się, ale dodałabym trzy rzeczy – stoliki, aby można było spokojnie usiąść, zimne napoje, aby ugasić pragnienie (tak, piwo też) oraz muzykę. Tak, muzyka. Tego brakowało mi najbardziej. Chętnie posłuchałabym jakiegoś zespołu lub wokalisty, który zagrałby coś z minionej epoki.

To już prawie koniec wpisu. Jest dość krótki, ponieważ nie było więcej atrakcji. Samochodów było tak dużo, że nie sposób było je fotografować – to trzeba zobaczyć na żywo.

SAM_3647

Do zobaczenia na kolejnych spotkaniach!

Link do wszystkich zdjęć: https://plus.google.com/104570214417437203509/posts/iqWtLbCiaxH

Fabryka Samochodów Osobowych i jej 63. rocznica

8.11.2014 na Żeraniu odbył się event upamiętniający rozpoczęcie produkcji przez Fabrykę Samochodów Osobowych. Dokładna rocznica strzeliła 6.11.2014 o 14:00, jednak wiadomo – weekend.

SAM_2457

Jak to właściwie było?

Po ponad trzech latach od rozpoczęcia budowy Polska doczekała się Fabryki Samochodów Osobowych. Droga do jej budowy nie była prosta – tu łączy się motoryzacja z polityką. Według założeń z 1948 roku Polska miała rozpocząć produkcję na licencji Fiata, czyli przy współpracy z Włochami. Zapłatą dla Italii był węgiel, jednak w ramach Planu Marshalla (amerykański plan pomocy dla Europy w odbudowie gospodarki po wojnie) Włochy miały dostać ten surowiec od USA. Dodatkowo trwała zimna wojna, która swój chłodny powiew zostawiała w każdej dziedzinie życia. Włochy się wycofały. Nie tak łatwo jednak Polaków zniechęcić. Tu właśnie, moim zdaniem, pojawia się punkt kulminacyjny – ZSRR przekazuje licencję na produkcję samochodu GAZ-M20 Pobieda (z j. ros. zwycięstwo). Związek Radziecki nie przyjął zapłaty za licencję, mało tego – zobowiązał się do pomocy przy produkcji seryjnej. Miało to miejsce pod koniec 1949 roku. Polacy związani z przemysłem motoryzacyjnym byli (lub musieli być) wdzięczni władzom radzieckim. Świadczy też o tym pierwsza strona Przeglądu Mechanicznego (grudzień 1949) z mojej szuflady. Umowa licencyjna pomiędzy Polską a ZSRR została zawarta 22 lipca 1950 roku.

DSC_0007

Budowa FSO zakończyła się jesienią 1951 i już 6 listopada pierwsze auto opuściło Fabrykę. Tym autem była polska duma, czyli Warszawa M-20. Nie była to jednak innowacja, ponieważ montaż samochodu wykonano w Związku Radzieckim, a w FSO Warszawa otrzymała jedynie oznaczenia. Tak czy owak był to powojenny restart dla polskiej motoryzacji.

Mam tak samo jak ty... Czyli moja własna metalowa Warszawa.
Mam tak samo jak ty… Czyli moja własna metalowa Warszawa.

Fabryka coraz bardziej się rozrastała. W okresie jej istnienia wyprodukowano w niej także Syreny, Duże Fiaty (w tym dziwaczny, niezrealizowany Ogar), Polonezy, Daewoo oraz Chevrolety Aveo. Pamiętam jak dziś, kiedy sąsiedzi kupili zielone Tico. Był szał. Dziś są niezauważalne, jednak za kilka dobrych lat to też będą klasyki! Nie zaniedbujcie ich!

Chciałabym zwrócić uwagę, że Fiaty 126p nie były produkowane w FSO, a w FSM w Bielsku-Białej i Tychach.

Nie będę Was zamęczała opowiadaniami o całej historii, którą można sobie przeczytać choćby na Wikipedii. Faktem jest, że rok 2011 przyniósł koniec dla FSO. Zwolniono pracowników i stracono licencję na ostatnie auto – Aveo. Tak, mam pretensję do obecnych władz, że doprowadziły do takiej sytuacji. Nawet ZSRR nam pomogło ponad 60 lat temu, a obecne władze Polski nie są w stanie zrobić nic dla zachowania choć minimalnej cząstki polskiej motoryzacji.

Frustracje trzeba odłożyć na bok i cieszyć się tym, co już się wydarzyło (i wyprodukowało). Pogoda 8.11.2014 roku nie dopisała. Nic dziwnego, w końcu to jesień. Miało to jednak jakieś przełożenie na ilość osób biorących udział w wydarzeniu zorganizowanym przez Stowarzyszenia FSOAUTOKLUB. Atrakcją wydarzenia była możliwość wejścia do Fabryki. Powiało jednak PRL-em i zarząd FSO zgodził się tylko na wpuszczenie kilkudziesięciu osób. FSOAUTOKLUB wynegocjował jednak miejsce dla 200 osób. Wyobrażam sobie, co musiało się dziać pod głównym wejściem. Ja przybyłam około godziny 15-ej, kiedy było już „pozamiatane”. Na szczęścia stało jeszcze kilka aut, więc nie żałowałam wycieczki na drugi koniec miasta.

SAM_2440 SAM_2478 SAM_2447 SAM_2448 SAM_2449 SAM_2452 SAM_2456 SAM_2455 SAM_2466 SAM_2454 SAM_2480

Miło jest się przejść w zwyczajnej scenerii otoczonej Polonezami i Fiatami. Choć nie żyłam w czasach PRL-u, to jeszcze w latach 90. takich aut było mnóstwo na warszawskich drogach. Być może dlatego darzę je sentymentem. W latach przedszkolnych tata koleżanki woził nas dużym Fiatem, ale nie na tylnej kanapie – uwielbiałyśmy jeździć w bagażniku!

Wracając jednak do 63. rocznicy rozpoczęcia produkcji przez FSO – zawsze mam swojego faworyta na zlocie. Tym razem jest to Fiat 132. Prawda, że piękny?

SAM_2461 SAM_2462 SAM_2463

To już koniec wycieczki do FSO. Mam nadzieję, że za rok uda mi się przybyć wcześniej! A może Wy macie jakieś wspomnienia z FSO i jej motoryzacją? Czekam na komentarze!

Praskie klimaty

Praga to nostalgiczne retro-miasto. Wpadłam do niego i wypadłam, ale w biegu zrobiłam kilka zdjęć! Oto one!

DSC_0165

Zdjęcie powyżej przedstawia hotel, w którym nocowałam. Przypominał mini Pałac Kultury i Nauki.

Do Pragi nie zabrałam aparatu fotograficznego, więc zdjęcia robiłam telefonem. Ich jakość nie powala, jednak nie w tym rzecz. Samochody, które spotkałam (a w końcu byłam krótko w tym mieście) były naprawdę wyjątkowe. Szkoda, że większość z nich to „reklamówki”. Tak jak ten diaboliczny Chevrolet Impala, który reklamował restaurację:

DSC_0139

DSC_0140

Co kilka kroków można było zobaczyć samochody (nie tylko te stare), które są formą reklamy. Były to właśnie wizytówki restauracji, usług, tajskich masaży, przejazdów po mieście, czy sklepów. Szczególnie do gustu przypadł mi Cadillac z lotniczej restauracji Hangar.

DSC_0150 DSC_0149 DSC_0151

Rower Coca- cola natomiast stał pod restauracją o nazwie James Dean.

DSC_0153

Niektóre formy reklam aż bolą!

DSC_0183

Stare tramwaje były częścią restauracji.

DSC_0156

DSC_0147

W obszarze Starego Miasta jeździło wiele pojazdów, którymi za (niedrobną) opłatą można zwiedzić okolicę. Niestety między innymi używa się do tego, tak jak u nas, koni. Smutne.   DSC_0142 DSC_0144 DSC_0145 DSC_0141

W centrum handlowym natomiast pojawiła się garbata reklama. Cudowny design!

 DSC_0230 DSC_0235

A co na mieście? Jak to w Czechach – królowały Skody. Raz mignęła mi czerwona Octavia (być może rok 1959), jednak większość z nich to te wyprodukowane w latach 90. oraz współczesne (bardzo duży procent Superb). Oczywiście samochodów innych marek było co niemiara. Spotkałam na swej drodze taką samą Ładę, jak w Budapeszcie. Jej stan natomiast odbiegał od budapeszteńskiej siostry. Ten sam samochód, a zupełnie inny. Nie przepadam za idealnie błyszczącymi samochodami, ale… no bez przesady.

DSC_0160 DSC_0161 DSC_0162

DSC_0157 DSC_0172 DSC_0246

Coś dla fanów koloru pomarańczowego:

DSC_0148 DSC_0146

Kto powiedział, że rower musi być jednośladem?

DSC_0154

Typowy parking:

DSC_0168

Odniosłam wrażenie, że Czesi lubią retro-motoryzację. Ich komunikacja miejska nie powala innowacyjnością. Mnie to bardzo cieszy! Dodatkowo znalazłam ciekawostki w formie papierowej.

DSC_0229 DSC_0251 DSC_0216 DSC_0237  DSC_0242

DSC_0244

To już koniec wycieczki po stolicy naszych sąsiadów. Może Wy macie jakieś wspomnienia z Czech?

5. Praski Rajd Pojazdów Zabytkowych + ClassicAuto Kawa & Samochody

Na Praski Rajd, a właściwie na jego metę dotarłam tylko na chwilę. Zobaczcie, czy było warto!

1979212_347007992132407_761572485816973242_o

Na metę Rajdu, czyli pod Centrum Koneser dotarłam około godziny 17:30, więc dużo aut zdążyło już odjechać. Wśród nich był piękny Garbus, którego ledwo zdążyłam złapać na fotografii.

SAM_2079

Impreza jednak trwała dalej. Były auta znajome i te całkiem nowe. Na wejściu witał znajomy już Renault 5 Stada Baranów.

SAM_2080

Znów zarzucę Was zdjęciami wozów, które parkowały dalej. Furorę robiła Tatra 600. Moimi faworytami jak zwykle były te mniejsze samochody, a w szczególności Fiesta mk2, Fiat 500 i błękitny Garbus.

SAM_2084 SAM_2083 SAM_2082 SAM_2081 SAM_2085 SAM_2086 SAM_2088 SAM_2089 SAM_2090 SAM_2095 SAM_2096 SAM_2097 SAM_2102 SAM_2103 SAM_2104 SAM_2105 SAM_2106 SAM_2108 SAM_2110 SAM_2111 SAM_2112 SAM_2113 SAM_2114 SAM_2117 SAM_2118 SAM_2120 SAM_2122 SAM_2123 SAM_2124 SAM_2125 SAM_2126 SAM_2127

SAM_2137

Jednośladów nie było zbyt wiele. Kilka retro motocykli i rowerów.

SAM_2136 SAM_2133

Klimat imprezy zdecydowanie podbijały ceglane budynki. Centrum Koneser to miejsce, w którym historia unosi się w powietrzu. Idealnie nadaje się na zloty starych pojazdów.

Na terenie imprezy można było też zjeść i wypić z food truck’ów.

SAM_2130

Swoje burgery serwował Gold Digger w aucie z lat 50. Ja niestety nie skosztowałam burgerów, ponieważ w ofercie są tylko te z mięsa.

SAM_2131

Skosztowałam natomiast przepysznej latte z Citroena.

SAM_2128 SAM_2140

I to tyle – musiałam już opuścić zlot. Czy było warto? Oczywiście, że tak. Uważam, że zawsze warto przybyć na miejsce wydarzenia nawet na 15 minut. I dlatego apeluję: chodźcie na zloty! Każde auto można wtedy dokładnie obejrzeć z każdej strony. Niedługo przyjdzie zima i sezon dobiegnie końca, więc korzystajcie póki czas!

Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach

Prywatne Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach to obiekt, który MUSI zwiedzić każdy fan motoryzacji!

Nie ma wymówek, jeśli mieszkacie w okolicy. Jeżeli natomiast wybieracie się do Warszawy to warto poświęcić trochę czasu i podjechać do Otrębusów. Nie jest to daleko – zaraz za Pruszkowem. Cena biletów wstępu do muzeum nie jest wygórowana.

Historia muzeum sięga lat 70-tych, kiedy to wprowadzona została akcja „Posesja”. Władze karały właścicieli zaniedbanych, starych i nieużywanych aut. Szukano osób, które przechowają auta, do czasów ich restauracji. Inaczej poszłyby na złom. Joanna i Zbigniew Mikiciukowie zainteresowali się odnawianiem aut.

W latach 80-tych rekonstrukcje aut ruszyły pełną parą! Kolekcja zaczęła się rozrastać.

Rok 1995 przynosi powstanie Muzeum w Otrębusach.

Obecnie na pokaz wystawionych jest ponad 300 aut i setki innych eksponatów. No właśnie – albo muzeum jest za małe, albo jest za dużo wszystkiego. Każda maszyna, rower, mundur ma swoją historię, jednak w tym natłoku traci swoją unikalność. Giną w stercie rzeczy i stają się mało widoczne. Pedantką nie jestem, więc nie przeszkadza mi to, że panuje drobny bałagan.

SAM_1962 SAM_1977 SAM_1992 SAM_1995 SAM_2022 SAM_2075

SAM_2063

W muzeum czeka na nas kilka atrakcji. Główną są oczywiście samochody. Podoba mi się ich różnorodność. Są małe i duże, amerykańskie i polskie, bardzo stare i mniej stare, tanie i drogie, a nawet piękne i niezbyt ładne (choć to kwestia gustu). Podoba mi się również, że auta nie są wypolerowane i lśniące, tylko wyglądają, jakby były eksploatowane na co dzień. Niestety nie przy każdym aucie jest kartka z informacjami o samochodzie. Można się jedynie domyślać, kiedy i gdzie zostały wyprodukowane oraz jakie są ich osiągi.

Nie ma też zbyt wiele miejsca. Auta są poustawiane blisko siebie. Nie można do wszystkich dotrzeć i zrobić zdjęć. Jak na złość w trakcie wizyty popsuł mi się aparat fotograficzny i część zdjęć wykonałam telefonem. Oto zdjęcia cudownych pojazdów, mieszkających w Muzeum:

DSC_0668 DSC_0669 DSC_0670 DSC_0671 DSC_0672 DSC_0674 SAM_1964 SAM_1965 SAM_1967 SAM_1968 SAM_1969 SAM_1970 SAM_1972 SAM_1974 SAM_1983 SAM_1987 SAM_1989 SAM_1993 SAM_1994 SAM_1996 SAM_1997 SAM_1998 SAM_1999 SAM_2001 SAM_2002 SAM_2003 SAM_2005 SAM_2007 SAM_2008 SAM_2009 SAM_2010 SAM_2013 SAM_2014 SAM_2017 SAM_2019 SAM_2020 SAM_2021 SAM_2030 SAM_2031 SAM_2032 SAM_2035 SAM_2036 SAM_2037 SAM_2038 SAM_2040 SAM_2041 SAM_2042 SAM_2054 SAM_2055 SAM_2056 SAM_2057 SAM_2059 SAM_2061 SAM_2062 SAM_2067 SAM_2069 SAM_2078

Jak widać nie są to tylko samochody i motocykle. Dużo aut jest trzymanych na dworze. Budzi to wiele wątpliwości, ponieważ nie ma już miejsca pod zadaszeniem, ale z drugiej strony opady atmosferyczne + karoseria…

Niektóre auta można wypożyczyć. Ja akurat trafiłam na wyjazd Packarda Landauleta. Mężczyzna, który nim kierował robił to po raz pierwszy. Poszło mu całkiem dobrze (w każdym razie lepiej, niż mi z Fiestą). Film można zobaczyć na moim profilu Google+ (link zamieszczam na dole wpisu).

SAM_1966 SAM_1975

SAM_1973

Moje serce skradły dwa pojazdy. Można się domyślić, że były to dwa samochody w skali mini. BMW Isetta oraz Fiat Multipla. Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Chętnie zabrałabym je ze sobą. Marzę, by się nimi przejechać albo chociaż wsiąść. W tym Muzeum niestety nie wolno wsiadać do aut. Trudno było się opanować!

SAM_2023 SAM_2026 DSC_0663

SAM_2050 SAM_2048

Cuda!

W Muzeum znajdują się także wyjątkowe eksponaty militarne.

DSC_0675 SAM_1963 SAM_1971 SAM_2071 SAM_2072 SAM_2074

Jest też piękny wrak samolotu. Strasznie chciałam do niego wejść, ale niestety nie było można.

SAM_1976

SAM_1980 SAM_1984

Zaciekawił mnie wózek dziecięcy. Nie wiem, z którego jest roku, ale wygląda fenomenalnie. W końcu to też pojazd…

SAM_1990

Co do dodatkowych atrakcji to można zakupić breloczki, kubki, modele samochodów i inne pamiątki w budce z  biletami. Dla dzieci można wypożyczyć mały samochód. Z jednej strony fajne. Z drugiej okropne. Te małe samochody wydają z siebie bardzo głośną melodię typu „dziecięce techno”. Dzieci jeżdżą pod nogami i walą we wszystko, co się da. By odpocząć należy udać się do kawiarenki, która znajduje się na terenie Muzeum.

To tyle z wnętrz. Pora wybrać się na zewnątrz. Stoją tam różne autobusy.

DSC_0673 DSC_0676 DSC_0683 DSC_0684

Co najbardziej mnie zabolało? Niszczejące klasyki. Za ogrodzeniem wykonanym z siatki stoi mnóstwo aut. Zauważyłam, m.in. Syrenkę, Ładę, Fiaty i Trabanty. Wszystko stoi i niszczeje. Mam nadzieję, że te samochody są przeznaczone do odnowy, jednak w tym momencie aż serce się kraja. Za dużo na raz.DSC_0682 DSC_0687 DSC_0688 DSC_0692

Jak widzicie Muzeum nie jest profesjonalne w 100%. Niektóre auta są zamalowane byle jak, jest mało miejsca i przydałoby się uporządkować co nie co.

Jednak te wszystkie wyjątkowe rzeczy są nieocenione. Muzeum ma swoich wielbicieli, ale i znajdzie się kilku przeciwników. Trzeba je zobaczyć na żywo. Mi bardzo się podobało i na pewno wrócę do Otrębusów.

Link do albumu Google+, w którym zobaczycie więcej zdjęć oraz krótki film: https://plus.google.com/104570214417437203509/photos

ForzaItalia 2014

W sobotę 13 września mogliśmy na jeden dzień przenieść się do słonecznej Italii…

Pogoda była tak słoneczna, że zdjęcia robiłam „w ciemno”, ale nie o tym mowa. Zajmę się stroną retro wydarzenia ForzaItalia 2014.

Zastanawialiśmy się, czy trafimy do Pałacu w Rozalinie. Nie było jednak problemu, ponieważ przed nami jechała Alfa Romeo Giulietta, która ładnie nas zaprowadziła. W bramie zostaliśmy skierowani na parking dla gości. Były tam wszystkie samochody, które nie zostały wyprodukowane we Włoszech. Jak można się domyślić, wśród nich były prawdziwe perełki.

SAM_1806

SAM_1801

SAM_1810

SAM_1809

SAM_1815

SAM_1814

SAM_1925

SAM_1926

SAM_1895

SAM_1909

SAM_1906

SAM_1910

SAM_1911

SAM_1904 SAM_1905

Ta czerwonopomarańczowa zabytkowa Toyota Celica z roku 1979 jest wystawiona na sprzedaż (15700zł).

Następny parking to ten dla samochodów włoskich. Przeważały tam Alfy Romeo, było kilka Multipli. Jednak autkiem, przy którym zmiękły mi nogi był srebrny Fiat 500.

SAM_1823 SAM_1818 SAM_1819 SAM_1821 SAM_1820

     Idąc dalej w stronę Pałacu można było napotkać dużo skuterów i kilka motocykli. Większość motocykli było z obecnej epoki. Skutery natomiast nie do końca.

SAM_1891

\SAM_1831SAM_1830SAM_1829SAM_1832SAM_1833SAM_1834SAM_1890

Pomiędzy jednośladami krył się taki oto Maserati:

SAM_1828

Dochodzimy do Pałacu. Przyjemna atmosfera. Promienie słoneczne opiewają plac, spaceruje dużo ludzi, ale nie jest tłoczno, a w powietrzu unoszą się zapachy włoskich potraw…

Udaliśmy się na panini. Przy stanowiskach były dostępne różne potrawy. Niestety – nigdzie nie znalazłam włoskich napojów. Ciekawą konstrukcją były stoliki z kapeluszami.

Pobyt umilały psy, których z godziny na godzinę robiło się coraz więcej. Mi bardzo spodobał się chow-chow. Mam sentyment do tej rasy.

SAM_1837

Na końcu placu znajdował się parking dla klasyków, choć parkowały na nim dość nowoczesne „klasyki”. Alfy jak z roku 3000, czy żółte Lamborghini. Widać pojęcie „klasyk” ma dla każdego inne znaczenie.

SAM_1884

SAM_1872

SAM_1871

Cóż… W ogóle nie mój gust, ale przynajmniej można popatrzeć, jak zmieniała się motoryzacja na przestrzeni lat.

SAM_1867

I znowu Fiaty 500! Oba czerwone! Jeden parkował przy stoisku z panini, a drugi na parkingu klasyków.

SAM_1836 SAM_1838 SAM_1880 SAM_1878

Były też polskie Fiaty. Tak polskie, że aż włoskie.

SAM_1876 SAM_1874 SAM_1847 SAM_1850

Na tym parkingu klasyków nie było zbyt wiele. Oto kilka zdjęć pozostałych aut.

SAM_1843 SAM_1844  SAM_1861 SAM_1857 SAM_1858 SAM_1862 s SAM_1866 SAM_1864 SAM_1851

SAM_1853

SAM_1841 SAM_1846

SAM_1873 SAM_1868 SAM_1870

Na pewno nie widzieliśmy wszystkich aut, ponieważ część wyjeżdżała, część dojeżdżała…

SAM_1825

SAM_1882 SAM_1886 SAM_1887

W końcu znalazłam auto dla siebie. Nawet szybko jeździ. Myślę, że takim nie zrobiłabym nikomu krzywdy i w końcu dosięgałabym do pedałów…

SAM_1927

To już koniec!

Uważam, że spotkanie przebiegło w naprawdę super atmosferze. Mam nadzieję, że za rok przyjedzie więcej klasyków i uda mi się zostać na kolacji dla zapisanych gości. Odjechaliśmy w towarzystwie czarnego Cadillaca z początku wpisu.

Co do aut nowoczesnych i włoskich – opinię pozostawiam Wam. Ja nie bardzo umiem się wypowiedzieć na ten temat.

Bye, bye ForzaItalia!

SAM_1877

Wielki Targ Złomnika i giełda Nie Sprzedam, będę Robił.

Kilka zdjęć i komentarzy z targu/giełdy 31.08.2014 r.

Wielki Targ Złomnika i giełda Nie Sprzedam, będę Robił vol.1 i pewnie ostatni. Kolejne wydania prawdopodobnie będą podzielone, ale o tym na końcu notki.

Dzień po hucznym American Day postanowiłam udać się na targ, który odbył się przy ulicy Postępu 3 na Mokotowie. Miałam nadzieję, że będzie cokolwiek o Fieście mk1, ale jak można się domyślić nie było nic.

Już przed wejściem na giełdę ujrzałam wiele ciekawych aut, a w szczególności Escorta mk2 – towarzysza parkingowego z American Day #4.

SAM_1439

Można było także spotkać Malucha…

SAM_1440…VW Transportera…

SAM_1446

…i pięknego Amazona!

SAM_1443

SAM_1445

W obrębie placu było kilkunastu wystawców. Można było nabyć naprawdę ciekawe rzeczy – od samochodów przez motocykle, aż do lamp. Szkoda tylko, że wystawcy zastawiali swoje auta innymi rzeczami, co nie pozwalało nacieszyć się wyglądem pojazdu! Przykładem było białe Renault 5 (Stado Baranów), które zostało ubrane w brązowy bezrękawnik. 🙂

SAM_1414

Tak samo piękne Mini! Rzeczy na sprzedaż były ładne, jednak przytłoczyły auto.

SAM_1432Tutaj odsłonięte pojazdy:

SAM_1418

SAM_1425

SAM_1427

Wracając do zasłaniania – Fiat 125p. Osobiście myślałam, że to auto nie jest na sprzedaż. Dowiedziałam się o tym dopiero po powrocie do domu. Był piękny, lecz został zastawiony. Nie było także żadnej informacji na temat sprzedaży.

SAM_1433

SAM_1434Moim faworytem było Audi F103 z roku 1966, które kosztowało jedynie 10000 zł! Jak za taki stan to naprawdę niewiele. Nie mogłam oderwać wzroku od tego czarnego demona!

SAM_1419

SAM_1420

Były też jednoślady w niskich cenach. Mi przypadł do gustu Komar z żółtym reflektorem.

SAM_1429

SAM_1428

Wśród ciekawych gadżetów na sprzedaż znajdowały się także miniatury aut.

SAM_1431Podczas targu można było także nabyć, m.in. książki i pisma o starej motoryzacji, części samochodowe, mapy, lampy, radia, sprzęt muzyczny, płyty winylowe, ubrania oraz walizki. Wszystko było (lub wyglądało jak) z poprzedniego wieku.

W mniej uczęszczanej części placu ukryły się perełki. Od razu wpadła mi w oko niebieska „Kaczka”. Błyszczała niczym szafir!

SAM_1412

SAM_1411

SAM_1421

Szalony świetlisty Maluch! 🙂

SAM_1422

Po wyjściu z targu uraczył mnie jeszcze widok jadącego Wartburga i Fiata 126p…

SAM_1441

SAM_1447… a następnie zdołowały słowa przechodniego „…ee klapa od dwójki…” (wypowiedziane z pogardą). O Fieście oczywiście.

Podsumowując wydarzenie uważam je za udane. Było przyjemnie i chciałabym więcej takich spendów. Ku uciesze będzie kolejna edycja. Oficjalna nazwa: GRATOGIEŁDA NSBR. Data to 19.10.2014 r. Wstęp jak na pierwszej edycji – dla kupujących za darmo, a dla wystawców 20 zł.

Gratogiełda będzie już bez uczestnictwa Złomnika. Dlaczego? NSBR napisał na Facebooku, iż nie chce, by „z giełdy zrobił się Słomczyn” i chce by była to giełda stricte motoryzacyjna. Popieram, jednak z drugiej strony te wszystkie bibeloty były urocze. Może dałoby się stworzyć dwie strefy…

American Day #4

Kilka słów ode mnie na temat czwartej edycji corocznej imprezy American Day.

        sR5rtDv

Będzie to krótka notka, ponieważ zabawa jak zwykle była przednia i porwał mnie wir wydarzeń.

Przybyłam na miejsce (Liberator Harley Davidson) dopiero o godzinie 18-ej. Fiesta znalazła fordowo-parkingowe towarzystwo.

SAM_1365Ominęła mnie niestety parada aut i palenie gumy. Nie mogę ocenić tamtej części imprezy, choć kilka osób wspomniało, że było drętwo. Mam wrażenie, że było mniej aut niż rok temu. Być może dlatego, że przegapiłam także wjazd „tańczących” lowriderów, które są pewnym klasykiem dla motoryzacji produkowanej w USA, choć to Meksykanie wymyślili ten styl.

Przechadzając się po terenie imprezy zrobiłam następujące zdjęcia:

SAM_1396

SAM_1395

SAM_1394

  SAM_1391

SAM_1389

SAM_1388

SAM_1386

SAM_1384

SAM_1383

SAM_1382

SAM_1380

SAM_1379

SAM_1378

SAM_1371

SAM_1372

SAM_1373

SAM_1374

SAM_1375

SAM_1369

SAM_1367

SAM_1366

SAM_1392

Jak widać większość aut to monstra o ciekawym wyglądzie. Można było też znaleźć coś na sprzedaż.

SAM_1368

Można nawet było nie odchodzić od krzesła barowego, a jednocześnie być wszędzie. Zakochałam się w tym magicznym pojeździe!

SAM_1376-001

Jak zwykle na American Day można było spotkać wiele ciekawych osobowości. Było mnóstwo ludzi, którzy sami remontują swoje auta lub też tworzą ekipy. Ja spędzałam czas u boku najlepszych dziewczyn w mieście, m.in. Pin Up Candy i Ciotki Ostrej.

SAM_1399

Wśród gości można było spotkać 3/4 polskiej sceny rockabilly i pochodnych gatunków muzycznych. Imprezę poprowadził Michał Figurski i Pin Up Candy, a oprawę muzyczną zapewnił świetny DJ Kuczijo. Na scenie wystąpiły również zespoły: The Real Gone Tones, Gasz, The Jet-Sons oraz Monkey and The Baboons. Pokaz gorącej burleski zafundowała Pin Up Candy. W międzyczasie odbywał się konkurs Miss Pin-up. Na gości czekały stanowiska z odzieżą i akcesoriami, m.in. swoją wystawę zaprezentowała Ciotka Ostra Art. Z przyjemności było też piwo, burgery i Coca-cola.

Wieczorem, na środku parkietu, pojawiła się płonąca beczka-koksownik.

SAM_1401

Uciekając do domu udało mi się złapać jeszcze Forda Capri!

SAM_1402

SAM_1405

Jest już data American Day #5! To 29.08.2015 r.

10612981_694336617326676_8562371913145080533_n

Wnioski po American Day 2014?

1. Potrzebuję lepszego aparatu fotograficznego!

2. To było kolejne mega wydarzenie!

3. Za rok musicie się pojawić!

4. Warto przyjść już w południe!

5. Na pewno zapomniałam o czymś wspomnieć…

Chciałam podziękować za dobrą zabawę wszystkim, a szczególnie osobom zza stołu Ciotki Ostrej, Michałowi oraz Uli za fryzurę. Do zobaczenia za rok!

Go Budapest!

Budapeszt to ponadczasowe miasto. Zasługuje na wiele uwagi. Szczególnie motoryzacja, która jest uważana przez wielu ludzi za nienowoczesną i mało wyjątkową.

DSC_0465v '

Kocham Węgry. To kraj, w którym czuję się jak w domu, pomimo języka pochodzenia ugrofińskiego, którego prawie nikt nie rozumie (ewentualnie mniejszości z okolic Uralu). Kraj ludzi tak walecznych, że przez tysiące lat szli i osiedli w dobrym miejscu Europy. Kraj ludzi wyjątkowo miłych. Posłuchałam więc generała Bema i spędziłam kolejne wakacje w Budapeszcie. Tym razem miałam na celu sfotografowanie wieloletnich pojazdów, jakie przebywają w tym mieście. Oczywiście najciekawsze i najładniejsze samochody (między innymi lśniący, cudowny, czerwony jak Związek Radziecki Ford Escort mk1) przejeżdżały, kiedy nie mogłam wykonać zdjęcia…

Węgry to kraj Trabantów. Niegdyś eksportowano te samochody z NRD i one do tej pory są, rdzewieją, jeżdżą w dużych ilościach. Często służą jako przechowalnia rzeczy.

 SAM_1124

SAM_1123

Trabanty w tym kraju są różne. Naprawdę różne. Poniżej mamy szaloną „skarpetę” z flagą konfederacji na dachu.

SAM_1092

SAM_1091

Dla mnie jednak najpiękniejszym Trabantem jest błękitny spod zajezdni tramwajowej. Pamiętam go z wakacji w roku 2013. Chyba mam już do niego sentyment. Jest w stanie jeżdżącym, jednak zawsze parkuje tak, że nie widać jego przodu.

SAM_1055

SAM_1140

W Budapeszcie funkcjonuje także Magyar Autóklub. Nie mają strony w języku innym niż węgierski, więc ciężko jest cokolwiek zrozumieć. Mają sekcję oldtimerów, muzeum, autoserwisy i oczywiście Trabanty.

Zdjęcie zapożyczone od znajomego z Facebooka
Zdjęcie zapożyczone od znajomego z Facebooka

Trabanty żyją tu własnym życiem. Można powiedzieć, że to nawet lifestyle. Trabanty widnieją na reklamach, książkach, różnej maści artykułach, koszulkach.

tttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttt

Idąc ulicą, jadąc autobusem, podczas wykonywania innych szarych, codziennych czynności, jakby nigdy nic mijasz Trabanty.

DSC_0468

W tym mieście jest jednak niewiele mniej Garbusów. Tylko, że o Garbusy to tu się dba. Wszystkie, jakie widziałam były naprawdę w dobrej formie.

SAM_1059

SAM_1057

Garbusy również towarzyszą Madziarom w szarej codzienności. Możemy je spotkać co kilka przecznic.

SAM_1062

SAM_1063

I ta sama wersja kolorystyczna kilka ulic dalej:

SAM_1084

Mi osobiście spodobał się przygnębiony i metaliczny Garbi w kolorze niebieskim. Oczywiście mijałam go w drodze powrotnej. Byłam obładowana torbami i bez aparatu, więc strzeliłam foto telefonem (jedną ręką). Odbiło się to na jakości zdjęcia.

DSC_0465

I kolejny, piękny Volkswagen.

DSC_0445

Za Garbusami oglądają się nawet ludzie z plakatów!

SAM_0890

W Budapeszcie jest niekończąca się ilość Garbusów. Jak to jest z innymi samochodami? Jest dużo Wartburgów, Ład i różnych mieszanek. Wartburgi nie są tu tak pielęgnowane, jak Garbusy…

SAM_1064

SAM_1097

SAM_1139

Jak widać nie ma tez tragedii, choć Wartburg w wersji kombi (beżowy) miał wybitą szybę, która była załatana workiem na ziemniaki…

Łady! Ach, te Łady!

SAM_1137

SAM_1138

Widać, że Łady są tu pasją. Spotkałam różnorodne, piękne, niebanalne. Moją uwagę przykuła czerwono-czarna Łada. Okazało się, że jeździ nią dostawca pizzy z włosami do pasa.

SAM_0929

A tu Łada motorniczego ze wspominanej wcześniej zajezdni tramwajowej.

SAM_1053

Jakie samochody można jeszcze znaleźć w zagłębiach budapeszteńskich dzielnic? Maluchy!

SAM_1087

SAM_1086

Myślę, że „bum” to trafna rejestracja tego auta.

SAM_1130

SAM_1128

Niestety, większość Fiatów 126p jest w marnym stanie. Mignął mi gdzieś także zestaw 126p + 125p, ale w stanie dla ludzi o mocnych nerwach.

Spacerując sobie po uliczkach Budapesztu natrafiłam także na kilka ciekawych aut. Do gustu przypadło mi Renault 4, które zawsze chciałam zobaczyć w wersji codziennej eksploatacji.

SAM_1114

SAM_1112

Obok Renault stało przyjezdne Yugo z Serbii. Stan na piątkę z plusem.

SAM_1120

Samochodem, który zrobił wrażenie na BillyMike’u był Ford Capri. Mi również się spodobał, ale nie jestem wielką fanką sportowych aut.

SAM_1104

SAM_1103

Ja za to znalazłam zaraz obok moją czarną miłość, która nie chciała mnie opuścić.

SAM_1118

Zmierzając w stronę centrum miasta złapałam ciekawą Skodę w stylu rat look. Niestety – szybko jechała.

SAM_1001

To miasto jest vintage. W centrum możemy znaleźć sklepy z odzieżą i rzeczami używanymi, z tym że nie są „lumpeksy” jak u nas. Są to sklepy, w których każda pojedyncza rzecz jest unikatowa, a ceny są wyższe niż w zwykłych odzieżówkach. Można w nich zakupić wszystko, co było kiedyś – od ciuchów w każdych stylach po stroje żołnierzy, meksykańskich wojowników, czy japońskich lolit, po odznaki, aparaty fotograficzne, maszyny do pisania, noże, fotele fryzjerskie i właśnie auta. Trafiiłam na wystawę pojazdów na sprzedaż. Oto i one!

SAM_0895
Skoda Felicia

SAM_0896

Coś dla fanów jednośladów. Niestety, ja nie bardzo znam się na tym rodzaju pojazdów. Na razie potrafię odróżnić motocykle HD od skuterów Vespa i to musi mi wystarczyć.

SAM_0893

SAM_0899

SAM_0901

SAM_0927

SAM_0906

Uwielbiam trójkołowce. Wyjęłabym jedynie te lalki ze środka. Trochę to przerażające…

SAM_0902

SAM_0905

Kto nie chciałby kupić loda z takiej lodziarki?

SAM_0907
Ford T

SAM_0908

No i coś, co zupełnie nie trafia w moje gusta, ale w końcu jest już retro.

SAM_0909
Fiat X1/9

SAM_0910

Ostatnia na tej wystawie była smutna „dekawka”.

SAM_0921
DKW

SAM_0915

SAM_0923

Idąc dalej ulicami centrum można spotkać wiele ciekawych pojazdów. Miałam okazję widzieć akcję policjantów. Ktoś w samym centrum porzucił luksusowe auto na środku jezdni, blokując przy tym ruch innym pojazdom. Niestety nie wykonałam zdjęć w obawie przed grupką policjantów w furażerkach.

SAM_0949

SAM_0928
Trójkołowe samochody dostarczające jedzenie

Kiedy zrobiło się już ciemno pojawił się wyjątkowy, przyjezdny Mini. Miał wstawki angielskiej marki Burberry. Gratka dla fanów motoryzacji i mody. Cudo!

SAM_0843

SAM_0844

To powoli koniec wyprawy do kraju przyjaciół. Będąc w Budapeszcie nie zapomnijcie zjeść gulaszu węgierskiego (niestety brak wersji wegetariańskiej).

SAM_0938

Wszystkim, a szczególnie fanom stylu rockabilly polecam odwiedzić lokal Amigo Bar. Wpadnijcie tam na bilard i zimny Dreher.

amigo outside

SAM_1011

SAM_1018

Po ciężkim dniu można wsiąść w autobus lub tramwaj, które też należą do retro motoryzacji i oddalić się w stronę domu…

SAM_0968

SAM_0961

Więcej zdjęć aut (nie tylko vintage, ale i rzadko spotykanych) możecie zobaczyć w moim albumie google+.

Szwedzka retro-motoryzacja

Odwiedziłam kilkukrotnie Szwecję. Ku mojemu zdziwieniu w tym kraju nie ma zbyt wielu fanów starej motoryzacji.

Większość aut to nowoczesne i wyposażone w halogeny samochody. W halogeny, ponieważ w Szwecji występują gęste mgły (szczególnie w okolicach wybrzeża).

W Sztokholmie królują rowery. Są tam specjalne drogi rowerowe przy jezdniach, a nie jak u nas – przy chodnikach. rowerzyści mają także swoją sygnalizację świetlną. Przy wejściach do metra/kolejki są duże parkingi rowerowe. Nikt nie zabezpiecza swojego pojazdu przed kradzieżą. Z powodu rozwiniętego przemysłu rowerowego na ulicach jest ograniczona ilość aut.

Przechadzając się ulicą Sztokholmu natrafiłam na ciekawe Volvo.

262147_484896164877329_705460883_n

Ciekawe o tyle, że nie jest zadbane. To piękne – widać, że auto ma historię i służy właścicielowi na co dzień. Również wyjątkowe połączenie kolorów sprawia, że auto się wyróżnia.

Stare auta można napotkać także w okolicy sklepu Sivletto. Sklep charakteryzuje się sprzedażą odzieży w stylu rockabilly. W Sivletto znajduje się także fryzjer i kawiarnia. Sklep dysponuje własnymi samochodami, ale organizują też zloty.

 

www.facebook.com/Sivletto
http://www.facebook.com/Sivletto
www.facebook.com/Sivletto
http://www.facebook.com/Sivletto

Więcej o starej motoryzacji można usłyszeć w niewielkim miasteczku na wybrzeżu – Karlskronie. Powstało tam muzeum starej motoryzacji, jednak jeszcze nie udało mi się trafić na czynny dzień. Muzeum otwarte jest dwa miesiące w ciągu roku i tylko kilka godzin. w internecie jednak można zobaczyć kilka zdjęć.

 

Zdjęcie: www.sail-pol.pl
http://www.sail-pol.pl

 

Na ulicach także można spotkać kilka klasyków. W tym małym miasteczku, które można przejść w 40 minut mieszka wielu fanów starej motoryzacji.  Tuż po samym przybyciu promem napotkałam Taunusa (prawdopodobnie rocznik 1967). U nas rzadko spotykana wersja.

 1904007_728129803887296_8292913251584736382_n SAMSUNG

Pod salonem tatuażu czekał mnie miły widok – trzech rockabillowych Szwedów, którzy zaglądali w swój czarny, błyszczący wóz.

1394262_643563092343968_260001346_n

Szwedzka retro-motoryzacja nie jest rozbudowana, ale jak już coś zobaczymy to jest prawdziwa perełka. Jakość, nie ilość!