Wielki Targ Złomnika i giełda Nie Sprzedam, będę Robił.

Kilka zdjęć i komentarzy z targu/giełdy 31.08.2014 r.

Wielki Targ Złomnika i giełda Nie Sprzedam, będę Robił vol.1 i pewnie ostatni. Kolejne wydania prawdopodobnie będą podzielone, ale o tym na końcu notki.

Dzień po hucznym American Day postanowiłam udać się na targ, który odbył się przy ulicy Postępu 3 na Mokotowie. Miałam nadzieję, że będzie cokolwiek o Fieście mk1, ale jak można się domyślić nie było nic.

Już przed wejściem na giełdę ujrzałam wiele ciekawych aut, a w szczególności Escorta mk2 – towarzysza parkingowego z American Day #4.

SAM_1439

Można było także spotkać Malucha…

SAM_1440…VW Transportera…

SAM_1446

…i pięknego Amazona!

SAM_1443

SAM_1445

W obrębie placu było kilkunastu wystawców. Można było nabyć naprawdę ciekawe rzeczy – od samochodów przez motocykle, aż do lamp. Szkoda tylko, że wystawcy zastawiali swoje auta innymi rzeczami, co nie pozwalało nacieszyć się wyglądem pojazdu! Przykładem było białe Renault 5 (Stado Baranów), które zostało ubrane w brązowy bezrękawnik. 🙂

SAM_1414

Tak samo piękne Mini! Rzeczy na sprzedaż były ładne, jednak przytłoczyły auto.

SAM_1432Tutaj odsłonięte pojazdy:

SAM_1418

SAM_1425

SAM_1427

Wracając do zasłaniania – Fiat 125p. Osobiście myślałam, że to auto nie jest na sprzedaż. Dowiedziałam się o tym dopiero po powrocie do domu. Był piękny, lecz został zastawiony. Nie było także żadnej informacji na temat sprzedaży.

SAM_1433

SAM_1434Moim faworytem było Audi F103 z roku 1966, które kosztowało jedynie 10000 zł! Jak za taki stan to naprawdę niewiele. Nie mogłam oderwać wzroku od tego czarnego demona!

SAM_1419

SAM_1420

Były też jednoślady w niskich cenach. Mi przypadł do gustu Komar z żółtym reflektorem.

SAM_1429

SAM_1428

Wśród ciekawych gadżetów na sprzedaż znajdowały się także miniatury aut.

SAM_1431Podczas targu można było także nabyć, m.in. książki i pisma o starej motoryzacji, części samochodowe, mapy, lampy, radia, sprzęt muzyczny, płyty winylowe, ubrania oraz walizki. Wszystko było (lub wyglądało jak) z poprzedniego wieku.

W mniej uczęszczanej części placu ukryły się perełki. Od razu wpadła mi w oko niebieska „Kaczka”. Błyszczała niczym szafir!

SAM_1412

SAM_1411

SAM_1421

Szalony świetlisty Maluch! 🙂

SAM_1422

Po wyjściu z targu uraczył mnie jeszcze widok jadącego Wartburga i Fiata 126p…

SAM_1441

SAM_1447… a następnie zdołowały słowa przechodniego „…ee klapa od dwójki…” (wypowiedziane z pogardą). O Fieście oczywiście.

Podsumowując wydarzenie uważam je za udane. Było przyjemnie i chciałabym więcej takich spendów. Ku uciesze będzie kolejna edycja. Oficjalna nazwa: GRATOGIEŁDA NSBR. Data to 19.10.2014 r. Wstęp jak na pierwszej edycji – dla kupujących za darmo, a dla wystawców 20 zł.

Gratogiełda będzie już bez uczestnictwa Złomnika. Dlaczego? NSBR napisał na Facebooku, iż nie chce, by „z giełdy zrobił się Słomczyn” i chce by była to giełda stricte motoryzacyjna. Popieram, jednak z drugiej strony te wszystkie bibeloty były urocze. Może dałoby się stworzyć dwie strefy…

Reklamy

Go Budapest!

Budapeszt to ponadczasowe miasto. Zasługuje na wiele uwagi. Szczególnie motoryzacja, która jest uważana przez wielu ludzi za nienowoczesną i mało wyjątkową.

DSC_0465v '

Kocham Węgry. To kraj, w którym czuję się jak w domu, pomimo języka pochodzenia ugrofińskiego, którego prawie nikt nie rozumie (ewentualnie mniejszości z okolic Uralu). Kraj ludzi tak walecznych, że przez tysiące lat szli i osiedli w dobrym miejscu Europy. Kraj ludzi wyjątkowo miłych. Posłuchałam więc generała Bema i spędziłam kolejne wakacje w Budapeszcie. Tym razem miałam na celu sfotografowanie wieloletnich pojazdów, jakie przebywają w tym mieście. Oczywiście najciekawsze i najładniejsze samochody (między innymi lśniący, cudowny, czerwony jak Związek Radziecki Ford Escort mk1) przejeżdżały, kiedy nie mogłam wykonać zdjęcia…

Węgry to kraj Trabantów. Niegdyś eksportowano te samochody z NRD i one do tej pory są, rdzewieją, jeżdżą w dużych ilościach. Często służą jako przechowalnia rzeczy.

 SAM_1124

SAM_1123

Trabanty w tym kraju są różne. Naprawdę różne. Poniżej mamy szaloną „skarpetę” z flagą konfederacji na dachu.

SAM_1092

SAM_1091

Dla mnie jednak najpiękniejszym Trabantem jest błękitny spod zajezdni tramwajowej. Pamiętam go z wakacji w roku 2013. Chyba mam już do niego sentyment. Jest w stanie jeżdżącym, jednak zawsze parkuje tak, że nie widać jego przodu.

SAM_1055

SAM_1140

W Budapeszcie funkcjonuje także Magyar Autóklub. Nie mają strony w języku innym niż węgierski, więc ciężko jest cokolwiek zrozumieć. Mają sekcję oldtimerów, muzeum, autoserwisy i oczywiście Trabanty.

Zdjęcie zapożyczone od znajomego z Facebooka
Zdjęcie zapożyczone od znajomego z Facebooka

Trabanty żyją tu własnym życiem. Można powiedzieć, że to nawet lifestyle. Trabanty widnieją na reklamach, książkach, różnej maści artykułach, koszulkach.

tttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttttt

Idąc ulicą, jadąc autobusem, podczas wykonywania innych szarych, codziennych czynności, jakby nigdy nic mijasz Trabanty.

DSC_0468

W tym mieście jest jednak niewiele mniej Garbusów. Tylko, że o Garbusy to tu się dba. Wszystkie, jakie widziałam były naprawdę w dobrej formie.

SAM_1059

SAM_1057

Garbusy również towarzyszą Madziarom w szarej codzienności. Możemy je spotkać co kilka przecznic.

SAM_1062

SAM_1063

I ta sama wersja kolorystyczna kilka ulic dalej:

SAM_1084

Mi osobiście spodobał się przygnębiony i metaliczny Garbi w kolorze niebieskim. Oczywiście mijałam go w drodze powrotnej. Byłam obładowana torbami i bez aparatu, więc strzeliłam foto telefonem (jedną ręką). Odbiło się to na jakości zdjęcia.

DSC_0465

I kolejny, piękny Volkswagen.

DSC_0445

Za Garbusami oglądają się nawet ludzie z plakatów!

SAM_0890

W Budapeszcie jest niekończąca się ilość Garbusów. Jak to jest z innymi samochodami? Jest dużo Wartburgów, Ład i różnych mieszanek. Wartburgi nie są tu tak pielęgnowane, jak Garbusy…

SAM_1064

SAM_1097

SAM_1139

Jak widać nie ma tez tragedii, choć Wartburg w wersji kombi (beżowy) miał wybitą szybę, która była załatana workiem na ziemniaki…

Łady! Ach, te Łady!

SAM_1137

SAM_1138

Widać, że Łady są tu pasją. Spotkałam różnorodne, piękne, niebanalne. Moją uwagę przykuła czerwono-czarna Łada. Okazało się, że jeździ nią dostawca pizzy z włosami do pasa.

SAM_0929

A tu Łada motorniczego ze wspominanej wcześniej zajezdni tramwajowej.

SAM_1053

Jakie samochody można jeszcze znaleźć w zagłębiach budapeszteńskich dzielnic? Maluchy!

SAM_1087

SAM_1086

Myślę, że „bum” to trafna rejestracja tego auta.

SAM_1130

SAM_1128

Niestety, większość Fiatów 126p jest w marnym stanie. Mignął mi gdzieś także zestaw 126p + 125p, ale w stanie dla ludzi o mocnych nerwach.

Spacerując sobie po uliczkach Budapesztu natrafiłam także na kilka ciekawych aut. Do gustu przypadło mi Renault 4, które zawsze chciałam zobaczyć w wersji codziennej eksploatacji.

SAM_1114

SAM_1112

Obok Renault stało przyjezdne Yugo z Serbii. Stan na piątkę z plusem.

SAM_1120

Samochodem, który zrobił wrażenie na BillyMike’u był Ford Capri. Mi również się spodobał, ale nie jestem wielką fanką sportowych aut.

SAM_1104

SAM_1103

Ja za to znalazłam zaraz obok moją czarną miłość, która nie chciała mnie opuścić.

SAM_1118

Zmierzając w stronę centrum miasta złapałam ciekawą Skodę w stylu rat look. Niestety – szybko jechała.

SAM_1001

To miasto jest vintage. W centrum możemy znaleźć sklepy z odzieżą i rzeczami używanymi, z tym że nie są „lumpeksy” jak u nas. Są to sklepy, w których każda pojedyncza rzecz jest unikatowa, a ceny są wyższe niż w zwykłych odzieżówkach. Można w nich zakupić wszystko, co było kiedyś – od ciuchów w każdych stylach po stroje żołnierzy, meksykańskich wojowników, czy japońskich lolit, po odznaki, aparaty fotograficzne, maszyny do pisania, noże, fotele fryzjerskie i właśnie auta. Trafiiłam na wystawę pojazdów na sprzedaż. Oto i one!

SAM_0895
Skoda Felicia

SAM_0896

Coś dla fanów jednośladów. Niestety, ja nie bardzo znam się na tym rodzaju pojazdów. Na razie potrafię odróżnić motocykle HD od skuterów Vespa i to musi mi wystarczyć.

SAM_0893

SAM_0899

SAM_0901

SAM_0927

SAM_0906

Uwielbiam trójkołowce. Wyjęłabym jedynie te lalki ze środka. Trochę to przerażające…

SAM_0902

SAM_0905

Kto nie chciałby kupić loda z takiej lodziarki?

SAM_0907
Ford T

SAM_0908

No i coś, co zupełnie nie trafia w moje gusta, ale w końcu jest już retro.

SAM_0909
Fiat X1/9

SAM_0910

Ostatnia na tej wystawie była smutna „dekawka”.

SAM_0921
DKW

SAM_0915

SAM_0923

Idąc dalej ulicami centrum można spotkać wiele ciekawych pojazdów. Miałam okazję widzieć akcję policjantów. Ktoś w samym centrum porzucił luksusowe auto na środku jezdni, blokując przy tym ruch innym pojazdom. Niestety nie wykonałam zdjęć w obawie przed grupką policjantów w furażerkach.

SAM_0949

SAM_0928
Trójkołowe samochody dostarczające jedzenie

Kiedy zrobiło się już ciemno pojawił się wyjątkowy, przyjezdny Mini. Miał wstawki angielskiej marki Burberry. Gratka dla fanów motoryzacji i mody. Cudo!

SAM_0843

SAM_0844

To powoli koniec wyprawy do kraju przyjaciół. Będąc w Budapeszcie nie zapomnijcie zjeść gulaszu węgierskiego (niestety brak wersji wegetariańskiej).

SAM_0938

Wszystkim, a szczególnie fanom stylu rockabilly polecam odwiedzić lokal Amigo Bar. Wpadnijcie tam na bilard i zimny Dreher.

amigo outside

SAM_1011

SAM_1018

Po ciężkim dniu można wsiąść w autobus lub tramwaj, które też należą do retro motoryzacji i oddalić się w stronę domu…

SAM_0968

SAM_0961

Więcej zdjęć aut (nie tylko vintage, ale i rzadko spotykanych) możecie zobaczyć w moim albumie google+.

Ford Fiesta mk1 – mały, ale wariat

Zdjęcie z portalu ogłoszeniowego
Zdjęcie z portalu ogłoszeniowego

Ford Fiesta mk1 w kolorze czerwieni zawładnął moim sercem, kiedy zobaczyłam go na portalu ogłoszeniowym. Nie zdążyłam przeczytać ogłoszenia, ale już wiedziałam, że będzie stał pod moim domem. Tak też się stało za kilka dni. Osobiście nie posiadam prawa jazdy, dlatego osobą kierującą i prawnie posiadającą owe auto jest mój przyjaciel BillyMike.

Jazda próbna nie sprawiała problemów, dlatego bez większego namysłu samochód był w naszych rękach. Od tego czasu minął rok pełen napraw i jestem gotowa, by ocenić to auto. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo jest to auto – zagadka.

Po wyżej wspominanych długich naprawach Fiesta w końcu wyjechała na drogę. Dwa dni później przeszła poważny wypadek, a następnie operację. Na warszawskiej Ochocie została wgnieciona przez nieuważnego kierowcę innego pojazdu. Świadek wypadku (posiadacz Fiata 126p) był pewien, iż nasz Ford pójdzie na straty. Na szczęście udało się wyprostować i Fiesta cieszy się swoim drugim życiem.

Saturday Night Cruize #10

Fiesta bywa też nieznośna. Potrafi odpalić za pierwszym razem, jechać czysto i spalić 6 l/100 km benzyny. Potrafi także w ogóle nie odpalić lub odpalić za dziesiątym razem i spalić 20 l benzyny (przy jeździe z prędkością większą niż 80 km/h). Postaram się przedstawić moją opinię poniżej;

Jako kierowca: eksploatacja auta może być uciążliwa, ale urok i przyjemność jazdy to wynagradza. Fiesta nie zawsze odpala za pierwszym razem. Czasem potrzeba cierpliwości. Przy starcie trzeba mocno i pewnie dodać gazu. Nie miałam odwagi, żeby wcisnąć gaz do dechy. Samochód zaczął rzucać się w tył i przód do tego stopnia, że uderzałam w pedał gazu niczym w stopę od perkusji. Widok typowy dla osoby przesiadającej się z automatycznej na manualną skrzynię biegów.  Kiedy prawie opanowałam „ogiera” przeszłam do zmiany biegów. Niestety to nie było takie proste, jak we współczesnych samochodach. Biegi chodzą ciężko i nie wiadomo jaki obecnie jest wrzucony. To trzeba po prostu czuć. Skręt również nie poszedł gładko – wiadomo, że w aucie nie ma wspomagania. Zaparkowałam niczym prawdziwa kobieta na parkingu prostopadłym – na skos. Samochód zgasł sam. Odniosłam wrażenie, że Fiesta akceptuje jednego kierowce, a mnie próbowała na siłę wyrzucić zza kierownicy.

Jako pasażer z przodu: fotel wygodny, lecz ma niskie oparcie. Dłuższej podróży towarzyszy ból karku. Minusem jest brak zamykanego schowka i pijący w ramię pas bezpieczeństwa. Plusem jest dużo miejsca na nogi.

Jako pasażer tylnej kanapy: brak pasów, niskie oparcia siedzeń, mało miejsca.

Photo by Stado Baranów
Photo by Stado Baranów

Plusy:

  • mocne ogrzewanie,
  • niskie spalanie,
  • piękny design,
  • prestiż jazdy nietuzinkowym autem,
  • podziw ze strony przechodniów i innych kierowców,
  • małe wymiary
  • prosta, ale ciekawa konstrukcja;

 

Minusy:

  • mało dostępne części,
  • korozja (prawdopodobnie dlatego jest tak mało tych aut – poszły na złom),
  • książka wydana jedynie w języku niemieckim,
  • niski komfort jazdy,
  • nieregularne spalanie,
  • specyficzny rodzaj prowadzenia;

 

Saturday Night Cruize #10
Saturday Night Cruize #10

Ford Fiesta mk1

Typ: hatchback

Rok: 1979

Silnik: 0,9

KM: 40

Kraj pochodzenia: Hiszpania

Skrzynia biegów: 4-biegowa, manualna

Ciekawostki:

  • samochód bardzo pomijany przez społeczeństwo – wiele osób twierdzi, że Ford Fiesta mk2 był pierwszą Fiestą,
  • Fiesta była pierwszym samochodem Mike’a Brewera,
  • produkowana od roku 1976,
  • tylna klapa „dwójki” pasuje do mk1;

 

Pink Flamingo
Pink Flamingo

Dla mnie jednak wyżej wymienione minusy nie mają znaczenia. Fiesta jest małym, miejskim samochodem idealnym i żadne przeciwności losu mnie od niej nie oderwą. Tych samochodów jest bardzo na naszych drogach. Nie wahaj się przed kupnem, jeśli będziesz miał okazję!

Jesteś posiadaczem Fiesty mk1? Nie zgadzasz się z moją opinią? Masz pytania? Pisz!

Na pewno będę Was jeszcze zarzucać nowinkami i zdjęciami tego auta!